Aktualności

O KOPERNIKAŃSKICH REWOLUCJACH W MAŁŻEŃSTWIE

Irena i Jerzy Grzybowscy

O KOPERNIKAŃSKICH  REWOLUCJACH W ŻYCIU MAŁŻEŃSKIM

 

Skoro ma być o Kopernikańskich rewolucjach, to trzeba najpierw powiedzieć o tym, co było przed Kopernikiem. Był stereotyp myślenia, przekonanie, że słońce kręci się dookoła ziemi. Każdy człowiek był o tym przekonany. I oto nagle się okazało, że na te obroty ciał niebieskich można popatrzeć inaczej. I że to inne patrzenie, nowe, zaskakujące i niewiarygodne – że ono jest właśnie prawdziwe. I tak bywa w małżeństwie.

 

Są pewne utarte sposoby myślenia, patrzenia na siebie, są jakieś opinie o tym jaka ona jest, jaki on jest, jesteśmy z tego mniej lub bardziej zadowoleni. Czasem niektórzy rozczarowani mówią po latach mówią: nic  się nie da zmienić. Czasem chcą coś zmienić, ale w tym układzie jaki jest, niewiele można zmienić. I dlatego albo rezygnują z małżeństwa, albo się męczą dalej, pozostając z tym samym sposobem myślenia..

 

Wspomnienie początków naszego małżeństwa

 

Kiedy przypominam sobie pierwsze lata naszego małżeństwa, to pierwsze jego miesiące – jak to się mówi – jechaliśmy na uczuciach zakochania, fascynacji wspólną organizacją życia. To były zadania przed nami, w czasie których wspieraliśmy się bardzo silnie. Nie było „po różach”. Nie mieliśmy mieszkania, kończyliśmy studia, były problemy z pracą, ciągłe przeprowadzki. Ale ładunek uczuć, pragnienie bycia razem było tak wielkie, że pokonywaliśmy różne nieporozumienia. Jednak z czasem wspólne życie zaczęło być trudne. Różniliśmy się cechami osobowości. Ale brak wiedzy o tym,  wywoływał oskarżenia, oceny, wymówki i pretensje. Zdawało nam się, że różnimy się we wszystkim, ale najczęściej okazywało się, że w gruncie rzeczy chodziło nam obojgu o to samo, tylko różnie reagowaliśmy na słowa, emocje, różne „zadziory” w naszych sercach, które potem potrafiliśmy określić jako różnice w przeżywaniu uczuć, w sposobie zaspokajania potrzeb psychicznych, czy różnice w temperamentach.

 

 Nasz pierwszy weekend

 

Tak minęło pierwszych pięć lat naszego małżeństwa.  Mieliśmy pierwsze dziecko. Zaczęła się jakaś stabilizacja materialna, ale napięcia między nami były silne. Był pewien układ naszych relacji, w którym obijaliśmy się o siebie nawzajem. I oto Pan Bóg podsunął nam program takiego eksperymentalnego weekendu dla małżeństw. Pojechaliśmy. Ja bardzo chciałem, oprócz pracy zawodowej, robić w życiu coś sensownego i dlatego podjąłem się tworzenia i organizowania kolejnych weekendów. Taka była wtedy moja motywacja. Wciągnęli nas w to ludzie, do których mieliśmy zaufanie. Widziałem, że to jest owocne, chciałem to robić dla innych. Właściwie dopiero wtedy, kiedy zaczynaliśmy rozwijać program, a właściwie tworzyć go na nowo, dotarło do mnie, że my zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na siebie nawzajem. Coś zaczęło się nam przestawiać w myśleniu. Że to jest program dla nas. Bardzo ważne było to, że zaczęliśmy coś robić razem. I tak się zaczęły rozwijać w Polsce Spotkania Małżeńskie, jako 3-dniowe rekolekcje warsztatowe. Widzieliśmy, że inni mówią, że to im coś dało, więc zaczęliśmy się przyglądać uważniej, co nam to daje….

 

Pierwsza rewolucja: Twoje uczucia nie są moim wrogiem

 

Zaczęło się od zauważania roli uczuć w naszych relacjach, roli emocji – tych wyrażanych i tych tłumionych.  To było odkrycie, że uczucia – złość, niechęć, pożądanie, smutek, gniew, ale i fascynacja, radość, przygnębienie są moją pierwszą spontaniczną reakcją na wydarzenia, w których uczestniczę, a Irenka w tych samych sytuacjach może przeżywać uczucia inne niż moje. I to wcale nie lepsze ani gorsze. I nie mogę powiedzieć: jak możesz tak to przeżywać, albo źle przeżywasz. Przeżywasz inaczej, bo jesteś inna niż ja. A ja jestem inny niż Ty. Rewolucją było też to, że ja mam na tych uczuciach nie budować swoich postaw, nie żywić tych uczuć, nie podsycać ich i nie działać na ich podstawie. To było bardzo trudne, bo właśnie żywione emocje umacniały mnie w moich  opiniach, decyzjach i działaniu.

To była rewolucja, że my nie mamy się stopić w jedno i myśleć zawsze tak samo i odczuwać tak samo, ale mamy się swoim uczuciom przyglądać. Nie żywić ich, nie podsycać, nie budować na nich ocen, wymówek, pretensji i oskarżeń. Jesteśmy dwiema różnymi osobami.  I ogromna ulga, ze nie musimy grać roli dobrego małżeństwa, że nie musimy chodzić w maskach przed sobą, ani przed innymi ludźmi. Że możemy być normalni, prawdziwi i że prawda o nas samych nie jest dla nas zagrożeniem, ale szansą.   

 

Odkrycie zasad dialogu

 

Stopniowo zaczęliśmy dochodzić do tego, że musimy bardziej słuchać, wsłuchiwać się w siebie nawzajem, a nie tylko mówić i przekonywać siebie nawzajem, rozumieć siebie, a nie oceniać, że lepiej dzielić się sobą, a nie dyskutować,  mówić o sobie, ja – ja to tak przeżywam, rozumiem, odczuwam. Że druga osoba także jest człowiekiem. Że warto przyjmować, akceptować to, że druga osoba jest inna. Stąd ukuło się powiedzenie, że ona jest INNA, a nie winna, zmienianie świadomości, zamienianie „ty jesteś winien” na „JA CIEBIE NIE ROZUMIEM”. Wsłuchanie się pomogło zrozumieć. To nie oznacza, że ja akceptuję wszystko, co robi Irenka i odwrotnie, ale to oznacza, że rozumiem motywację.

I tak powstały zasady dialogu: że do tego żeby  naprawdę spotkać się z drugim człowiekiem - z mężem, żoną, ale i dziećmi, innymi ludźmi – trzeba bardziej słuchać niż mówić, rozumieć niż  oceniać, dzielić się sobą niż dyskutować. To jest teoretycznie takie proste.  Praktycznie  trudne. Ale tędy prowadzi droga do bycia razem, a nie obok siebie. Tedy prowadzi droga do prawdziwej jedności.

Coraz  więcej małżeństw mówiło, że to działa, tylko trzeba sobie ciągle przypominać. I że to jest proces, a którym warto być cierpliwym i wytrwałym. W tym procesie trzeba bardziej zmieniać siebie samego, niż próbować zmieniać współmałżonka.

 

Mówili po rekolekcjach

Z uczestników pierwszych lat rekolekcji, stopniowo poszerzało się grono małżeństw i księży, którzy brali udział w spotkaniach porekolekcyjnych, i spośród nich wyłaniali się ci, którzy je potem  prowadzili.  Było nas coraz więcej. Żebyście Państwo nie mieli wrażenia, że tylko my na tym skorzystaliśmy, tak jak mąż opowiedział, odniesiemy się do doświadczenia innych osób.

Kilka dni temu dostaliśmy list o jednych z uczestników:  „Dzięki Spotkaniom  Małżeńskim, w których uczestniczyliśmy, patrzymy z mężem na siebie troszkę bardziej pobłażliwie. Przede wszystkim uczymy się akceptować siebie, też z naszymi wadami i patrzymy na nie bardziej łagodnie. Mimo wszystkich problemów życia codziennego staramy się dostrzegać to szczęście w małych rzeczach, które mamy. Staramy się prowadzić dialog, choć jest to czasami trudne, bo jednak każde z nas jest uparte.”

A w  małżeństwie bliskich nam znajomych on dawniej chętnie zostawał po godzinach w swojej pracy. To była praca twórcza i zawsze było co robić. Wolał jak najpóźniej wracać do domu, bo tam czekała żona, która od razu zasypywała go zajęciami i robotami  domowymi, które on powinien wykonać. Pracowała w domu i bardzo potrzebowała kontaktu z mężem. Czuła się niedoceniona także jako matka i często przy dzieciach zwracała uwagę mężowi za jakieś tam rzeczywiste albo i nie rzeczywiste jego uchybienia. Przy dzieciach wydawała mu polecenia, których nie był w stanie od razu wykonać. Także dlatego wolał jak najmniej być w domu. Po rekolekcjach, kiedy porozmawiali o tej sytuacji i zmieniły się ich wzajemne nastawienia, kiedy zmniejszyły się w nich bariery w komunikacji, on w pracy patrzy niecierpliwie na zegarek, kiedy będzie mógł wreszcie wyjść i wrócić do domu, w którym zupełnie zmieniła się atmosfera. Sam mówił potem, że to był przewrót w jego życiu. Tu widać wyraźnie, że taki dialog jest naprawdę drogą miłości.

Często  słyszymy po tych nietypowych rekolekcjach:

- Przez te dwie doby poznałam/ poznałem mojego męża/zonę lepiej niż przez – i tu pada liczba od 3 do 30 lat - naszego małżeństwa. I to w dodatku poznałam/poznałem – od najlepszej strony.

Bo okazuje się, że po kilku, czy nawet kilkunastu, a w skrajnych przypadkach kilkudziesięciu  latach małżeństwa, zdaje nam się, że doskonale wiemy co oznacza każde słowo, które wypowiadamy, każde zmarszczenie brwi, każdy  gest. Oceniamy się na podstawie tych słów i mimiki. One znaczą czasem zupełnie coś innego, niż nam się wydaje. A okazuje się, że on/ona przeżywa co innego, niż odbieram.  Dialog pomaga nam poznać się realnie, prawdziwie. 

Inni po takim weekendzie mówili m.in.:

- Tutaj zobaczyłam, że mąż nie jest moim wrogiem. Wiele nas łączy, ale do tej pory skupialiśmy się na tym, co nas dzieli. Wszystko widziałam w czarnych barwach, tutaj zobaczyłam, jak dużo dobra jest w moim mężu!

- Był między nami mur. Nie rozumiałam potrzeb męża. Tu nauczyłam się go słuchać. Rekolekcje nauczyły mnie wybaczać. Dostaliśmy najlepszy prezent od Boga.

- Jestem w lekkim szoku bo się tego nie spodziewałem. Jeszcze kilka tygodni temu zastanawiałem się czy nie zakończyć definitywnie naszego związku.

- Byliśmy na ciężkim etapie naszego życia. Byliśmy na dnie. Ten dialog bardzo nam pomógł bo wypłukał te sprawy. Wcześniej próbowaliśmy prowadzić dialog, ale nam się nie udało. Tu dostaliśmy prawdziwego kopa do przodu.

- Ufność, nadzieja, zaskoczenie, weszliśmy nawzajem w świat drugiego. Zobaczyłem, jakim skarbem jest moja żona, przeżywamy fale trudności, z powodu złych wpływów z dzieciństwa. Wyjeżdżamy z ogromną radością, nadzieją i wdzięcznością, mamy chęć i możliwość pójścia dalej w dialogu i to jest jedyna droga.

Te wszystkie zmiany zostały zapoczątkowane niezwykle prostym i zupełnie banalnym odkryciem, że po to, by się naprawę dogadać ze sobą, trzeba bardziej słuchać niż mówić, rozumieć, niż oceniać, dzielić się sobą niż dyskutować, a nade wszystko przebaczać.  To było spojrzenie jakby na nowo na własne małżeństwo. Zastrzyk wzmacniający – mówią jedni, przebicie jakiejś skorupy – mówią drudzy. Zobaczenie, że współmałżonek – to także człowiek – mówią jeszcze inni.

 

Rewolucja w spojrzeniu na Pana Boga

 

W  składzie tego zastrzyku jest łaska Boża, z czego uczestnicy nie zawsze na początku zdają sobie sprawę. Ale potem stwierdzają: Bez Pana Boga, bez łaski to wszystko byłoby niemożliwe.

Na Spotkaniach Małżeńskich dokonuje się często  jeszcze inny przewrót. A mianowicie nowe spojrzenie na Pana Boga, na Kościół, na świat.

Pan Bóg i Kościół zwykle kojarzy się na pierwszy rzut oka z praktykami religijnymi. Doświadczając dialogu w małżeństwie, a też z samym sobą, zwracamy uwagę na słuchanie. Myśląc o Bogu – okazuje się, że to słuchanie i w tym zakresie jest ważne. Widzimy, że Pan Bóg do nas mówi. Jego słowa możemy znaleźć przede wszystkim w Piśmie św. Słuchać Boga – to czytać Pismo św. jak list do siebie. Odkrywcze było to, że słowa  Trwajcie w miłości Mojej, Kochajcie się nawzajem jak Ja was umiłowałem i wiele innych nie były wypowiedziane tak sobie w przestrzeń, tak w ogóle, nie są jakimiś ogólnymi wypowiedziami, ale są skierowane bardzo konkretnie do mnie, do naszego małżeństwa tu i teraz.

To jest odczytywanie na nowo Ewangelii, to jest odczytywanie, że nie nasza   religijność, nie samo wypełnianie praktyk religijnych, ale pełnienie woli Ojca jest tym, czego oczekuje od nas Pan Bóg, że mamy trwać w Jego miłości, dbać o dialog, dbać o miłość na pierwszym miejscu. Nie mamy uciekać w pobożność, ale trwać we wzajemnej miłości zgodnie ze słowami  Jezusa, „kochajcie się nawzajem jak Ja was umiłowałem.”.

Słowa „Abyście się wzajemnie miłowali jak Ja was umiłowałem” są skierowane do małżeństw w sposób bardzo szczególny, a dialog jest drogą realizacji tej miłości.  

Bo św. Jan mówi wyraźnie: kto mówi, że miłuje Boga, a brata swego nienawidzi – jest kłamcą. Miłość jest z Boga. Doświadczamy tego, że dialog w małżeństwie do takiej miłości prowadzi. I że sakrament małżeństwa realizuje się w naszym dialogu.

Przypominam sobie szczególnie mocne zdanie jednego z uczestników: Te rekolekcje odkłamały moje relacje z Panem Bogiem.

Warto odkryć, że prawdziwe spotkanie z Bogiem jest wtedy, gdy się bardziej Go słucha niż mówi, rozumie niż ocenia, dzieli się z Nim niż dyskutuje.  

To niby takie proste, ale także trudne w codzienności. Bo wolimy mówić i mówić, i mówić… z ze słuchaniem, rozumieniem - trudniej…

 

Spotkania Małżeńskie – miejsce dialogu

 

Rekolekcje Spotkania Małżeńskie to miejsce, w którym takie rewolucje się zaczynają. Weekend rekolekcyjny spędzony we dwoje i jak podkreślamy tylko we dwoje, chociaż w grupie kilku lub kilkunastu małżeństw. Mamy tam okazję, możliwość przyjrzeć się owym obrotom ciał niebieskich,  które są całkiem ziemskie i zobaczyć, że tak naprawdę to wszystko kręcić się może zupełnie inaczej niż dotąd. I że właśnie takie obroty, widziane zupełnie na nowo, są prawdziwe.

I to jest zasadnicza rewolucja: zrezygnowanie z wizji nieruchomego słońca - wyjście ze stereotypów  własnych nawyków  myślowych, przyzwyczajeń, utartych schematów.  Często się słyszy, że mąż powinien być taki a taki, a żona taka i taka. Bogactwo osobowości ludzkiej jest dużo bogatsze niż schematy. Dialog pomaga je przezwyciężyć.

Nie jest łatwo wyzbyć się myślenia: nie potrzebuję takich rekolekcji, nie potrzebuję nic zmieniać, i tak wszystko o Tobie wiem; nie chce mi się mieszać w tym kociołku; Pojawiają się przeszkody, wymówki: „Nie mam czasu, trzeba wyjechać, znaleźć opiekę nad dziećmi, i jeszcze zapłacić…Drogo…”

Papież Franciszek namawia: rusz się z kanapy!

Rekolekcje  Spotkań Małżeńskich są nietypowe, z programem jakby warsztatowym, 3-dniowe z wyjazdem. Pan Bóg wzywa każdego człowieka, każde małżeństwo do życia miłością. I my też zapraszamy na te rekolekcje każde małżeństwo, niezależnie od stażu małżeńskiego, wieku, wykształcenia, zgodliwości czy konfliktowości. I takie, które uważają się za dobre małżeństwo: wspaniałe są odkrycia nowych horyzontów i perspektyw miłości. I takie, które uważają się za złe, wręcz za beznadziejne. Niewymownie piękne jest zobaczenie siebie nawzajem inaczej, zobaczenie współmałżonka „z ludzką twarzą”, odkrycie w sobie nawzajem człowieka żywego, człowieka, który czuje i przeżywa. Wtedy miłość sama rośnie, nawet nie wiemy kiedy. Nie obiecujemy, że będzie łatwo, i potem, że będzie łatwiej, ale – to bardzo duża szansa na większą miłość.

Żeby doświadczyć takiego dialogu, trzeba stworzyć sobie odpowiednie warunki: być na rekolekcjach na całości programu, od piątku popołudniu do niedzieli do obiadu. Bo ważnej rozmowy nie można urwać w połowie – nie da rezultatu, a może pogorszyć. Po drugie: bez dzieci – o ważnych sprawach swoich i między nami nie rozmawiamy przy dzieciach. To są warunki, ale one są malutkie w porównaniu do tego, co możemy osiągnąć.

Uczniowie idący do Emaus mówili: a myśmy się spodziewali … . Spodziewali się politycznej potęgi Izraela, panowania nad innymi narodami. Jezus mówi: czy Mesjasz nie miał tego cierpieć, żeby tak wejść do swojej chwały”. Uczniowie nie otrzymali tego co się spodziewali. A czyż nie otrzymali coś nieporównywalnie większego? My też spodziewamy się, chcemy, oczekujemy, że to nasze życie małżeńskie jakoś potoczy się bez większych zgrzytów, że jakoś to będzie. I oni i my otrzymaliśmy królestwo nie z tego świata, królestwo miłości. Warto starać się o tę miłość, zabiegać o nią, pielęgnować.

 

Zmiana sposobu myślenia wymaga procesu

 

Kochamy się - powiedzieli jedni z uczestników -  tu zobaczyliśmy, odkryliśmy i rozpoznali jak można kochać się jeszcze bardziej. 

- Wydawało mi się, że skoro mam charyzmat organizacyjny i jestem blisko Boga to niepotrzebne mi takie rekolekcje. Tu widzę co muszę zmienić w sobie aby uzdrowić nasz dialog. Ten proces uzdrawiania dopiero się zaczyna w nas.- powiedzieli inni.

Im  bardziej nam się wydaje, że wszystko mamy poustawiane na swoim miejscu, że wszystko jest OK,  tym bardziej warto się otworzyć na ewentualność rozwoju własnego małżeństwa. Pójść dalej. To nie jest tak, że  te rekolekcje są tylko dla tych, którzy przeżywają trudności w porozumieniu. Spotkania Małżeńskie to takie miejsce, w którym można zrobić krok naprzód w głąb swojej duchowości po warunkiem, że się otworzy na dialog jako Boży dar, który do pogłębienia miłości prowadzi.

Ktoś niedawno napisał do nas, że opłacenie kosztów pobytu na tych rekolekcjach to była najlepsza inwestycja jaką zrobił w ostatnich latach.  Dlatego kto nie był jeszcze na Spotkaniach Małżeńskich, zapraszamy.

Ale wiemy jak to było z Kopernikiem. Długi czas mu nie wierzono. Łatwiej było myśleć po staremu, bo to było bardziej oczywiste. Zmiana sposobu myślenia wymagała procesu, potrzebowała czasu. I tak czasem jest z nami. Niektórzy z nas przyjmują te małżeńskie odkrycia jak olśnienie i mówią „wchodzę w to”. Ale niektórzy potrzebują czasu, żeby sobie to wszystko poukładać.  Najważniejsze jednak, by na  drogę dialogu wejść i mieć zasady dialogu niczym kompas, który prowadzi nas do siebie nawzajem i do Pana Boga.

PS. Na naszej ilustracji fragment plakatu informującego o spotkaniu wykonany w Anglii