Aktualności

Radość, że mogliśmy się zrozumieć (z Mołdawii)

W dniach 15-17.05.2015 w domu Fides w Kiszyniowie odbył się kolejny weekend Spotkań Małżeńskich. W weekendzie uczestniczyło 7 par z Kiszyniowa, Bielc i Benderów. Prowadzącymi byli Ludmiła i Władimir Ryżakowy, Antonina i Wasilij Radaszewscy, Galina i Wiktor Mariuca, o. Jacek Puć i o. Igor Plewski. Jako uczestnicy obecni byli także ksiądz grekokatolicki Igo r, jedna z par również była obrządku grekokatolickiego.

Cytujemy świadectwa uczestników:

Wydawało mi się, że dobrze się znamy, że mamy udaną rodzinę, znamy swój stosunek do wielu spraw... Uczestnictwo w weekendzie pomogło nam jeszcze lepiej się poznać, stać się sobie bliższymi, odnowiło nasze uczucia.

Jestem przepełniony uczuciem radości, zadowolenia, jestem wdzięczny za zaproszenie, za możliwość udziału w weekendzie. Warto przyjechać na weekend i poświęcić dwa dni dla siebie.

Przyjechałam na weekend, bojąc się. Prze lata życia małżeńskiego wiele było rozczarowań. Byłam zmęczona poczuciem niezrozumienia. W czasie weekendu pojawiła się nadzieja, potem komfortu psychicznego, a po spowiedzi – szczęścia. Teraz czuję pustkę. Jestem pustym naczyniem, które oczyściło się z brudu.

Na co dzień prawie nie piszę. A tu przez trzy dni nie wypuszczałem długopisu z rąk. Aż mi się odciski porobiły... Czuję satysfakcję z wykonanej pracy. Radość i wdzięczność, że mogliśmy się zrozumieć.

Przez te trzy dni przepłynęły przed naszymi oczami trzy lata naszego wspólnego życia. Uczucia przestały gasnąć. Odnowiły się. Znaleźliśmy punkty wspólne.

Pierwszego dnia czułam radość, zadowolenie. Drugiego dnia – rozpacz. Mąż mnie nie słyszy! A teraz czuję wdzięczność.

Spodobała mi się możliwość spokojnego wypowiedzenia się. Mężczyźni i kobiety różnie reagują na te same wydarzenia. Podczas weekendu miałem mieszane uczucia, ale w wyniku weekendu: powtórzyliśmy sakrament małżeństwa, zgodziliśmy się..., zrozumieliśmy, że jesteśmy jednością, kontynuujemy naszą drogę życiową razem, stanowimy rodzinę!

Początkowo uczucie zaskoczenia. Wszystko jest u nas w porządku, nie mamy problemów... Potem zmieniliśmy zdanie. Zderzyliśmy się z jakimiś sprawami, które, jak się okazało, nie były rozwiązane. Pojawiło się uczucie strachu. Drugiego dnia od pisania bolała ręka. Zbliżyło spotkanie wieczorne w sobotę. Mamy znajomych, którym na pewno opowiem o weekendzie i zaproponuję, żeby wzięli w nim udział.

Najpierw pojawił się wspólny cel, zaznaczyły się horyzonty. Uczucia stały się bardziej ostre, wyraziste. Pojawiło się uczucie zaufania, dumy, że potrafiliśmy się otworzyć przed sobą.

Po słowach „i że cię nie opuszczę aż do śmierci” usłyszałam też te inne słowa. Ale przekonałam się raz jeszcze, że wszystko będzie dobrze, kiedy przysięgałam. Później czułam najpierw pewność, a potem również odpowiedzialność: przecież obiecałam.