Aktualności

List do małżeństw


TRWAJMY W MIŁOŚCI

List do uczestników Warszawskiego  Kongresu Małżeństw zorganizowanego w parafii Ofiarowania Pańskiego na Ursynowie  w dniach 3-4 X 2015 pod honorowym patronatem Jego Eminencji Kardynała Kazimierza Nycza

Na co dzień zajmujemy się domem, pracą zawodową, zakupami, wychowaniem dzieci i ich postępami w nauce. Są miłe tego akcenty: święta rodzinne, odwiedziny znajomych, wymarzony urlop, który trzeba dobrze zaplanować, żeby dzieci miały atrakcyjne wakacje. Świętować niedzielę udaje się czasem, bo są wieczne zaległości w pracy i w domu. A nakładają się na to stresy: choroby, lęk przed utratą pracy, brak kasy. Dbamy jednak o to, by nasz dom sprawnie funkcjonował. Wiele małżeństw przeżywa radosne jubileusze dziesiątej, dwudziestej czy czterdziestej rocznicy ślubu. Małżonkowie ci z satysfakcją i radością patrzą na dorastające dzieci, cieszą się licznymi wnukami. Tym niemniej w wielu małżeństwach pojawiają się pytania, czy żyjemy razem, czy obok siebie? Ileż kłótni zatruwa naszą codzienność; kłótni, po których pozostaje niesmak przed sobą i wstyd przed dziećmi. Czasem staramy się za wszelką cenę uniknąć kłótni i problemy zamiatamy pod przysłowiowy dywan. Ale to tylko pogłębia poczucie życia obok siebie. Jakże często przychodzi pokusa rozwodu i ułożenia sobie lepszego życia z kimś innym. Co możemy zrobić, by nasze życie było piękniejsze, szczęśliwsze, a przez to miłe Panu Bogu? Każdy z nas pragnie coraz lepszego porozumienia w małżeństwie, świeżości uczuć, prawdziwej miłości. Pan Jezus apeluje do nas: Trwajcie w miłości Mojej (J 15,9b). W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że łaska sakramentu małżeństwa udoskona­la ludzką miłość małżonków, umacnia ich nierozerwalną jed­ność i uświęca ich na drodze do życia wiecznego (por KKK 1661). Świetnie! Tylko rodzi się pytanie: w jaki sposób?

W jaki sposób trwać w miłości?

Przede wszystkim ważna jest świadomość, że każde małżeństwo przeżywa różne fazy rozwoju miłości. Po okresie zakochania i fascynacji sobą nawzajem, intensywność tych uczuć zazwyczaj zmniejsza się. To jest zupełnie normalne  i oczywiste. Pojawiają się uczucia trudne i przykre, ale one nie oznaczają końca miłości, czasem wręcz jest to dopiero początek miłości dojrzałej. Wiele małżeństw nie potrafi jednak przebrnąć tej fazy, zdaje im się, że jeżeli przyjemne uczucia zanikają, to ich miłość wygasa. Nic bardziej mylnego! Potrzebne jest przyglądanie się przeżywanym przez siebie uczuciom, nieraz silnym emocjom trudnym i przykrym. Zobaczenie, że są to „tylko” uczucia - i to w dodatku moje uczucia - pozwala często zauważyć, że problem naszego małżeństwa nie tkwi we współmałżonku, ale we mnie samym, czy we mnie samej.  

Przeżywanie trudnych uczuć odreagowuje się często  na współmałżonku w formie wymówek, pretensji, oskarżeń. Trudne emocje interpretowane przez drugie z nas jako odrzucenie miłości, są często wielkim wołaniem o miłość, są tęsknotą za miłością. Sami stopniowo rozpoznawaliśmy w naszym małżeństwie, że przyczyny napięć tkwią przede wszystkim w każdym z nas, a nie we współmałżonku i że każde z nas ma do przepracowania w sobie świat swoich uczuć, potrzeb psychicznych, temperamentów, że konieczne jest przyjrzenie się swojej osobowości. Dlatego zaczęliśmy uczyć się zamiany komunikatów typu „ty”:  to twoja wina”, przez ciebie to się wydarzyło, znowu mnie zawiodłaś na komunikaty typu „ja”: to ja czuję się zawiedziony, zmartwiony, zraniona, poniżona. A ty wcale nie miałeś, czy nie miałaś, intencji, żeby mnie zranić. Ty nie „jesteś winien”, czy winna, tylko:  „ja ciebie nie rozumiem”.

Fazy rozwoju miłości  powtarzają się. Kryzysy pojawiają się po urodzeniu pierwszego dziecka, w okresie menopauzy, także po 40-tce u mężczyzn, wiążą się też z odejściem dorosłych dzieci z domu, po  różnych  poważnych  trudnościach rodzinnych, zawodowych. Wiążą się z niezaspokojonymi potrzebami kochania i bycia kochanym, uznania, bezpieczeństwa. Jednakże kryzysów nie należy się bać, ale zawsze je podejmować. Zawsze w kierunku dojrzałości emocjonalnej, dojrzałości duchowej. Pomocne są w tym  warsztaty, rekolekcje, czasem terapia.

To ja muszę sobie poradzić z moimi uczuciami, żeby świadomie nimi ciebie nie ranić. Tędy prowadzi droga do dojrzałości emocjonalnej, odkrycia, że prawdziwa miłość nie kończy się wtedy, gdy przyjemne uczucia zmniejszają swoją intensywność. Uczucia jako spontaniczne reakcje na wydarzenia pojawiają się, ale ja nabieram dystansu do nich. Nie działam pod wpływem uczuć, nie żywię ich w sobie, nie „nakręcam”. Decyzje podejmuję w oparciu o miłość, wierność i uczciwość. Ja przeżywam trudne uczucia, ty także, warto sobie z tym radzić, bo w gruncie rzeczy i tobie i mnie chodzi o to samo: o naszą miłość.

Paradoksalnie: dojrzałość emocjonalna, niebudowanie postaw na emocjach przynosi wiele świeżych uczuć satysfakcji, radości, nadziei, a miłość, która zdawać by się mogło przygasła, może nabrać świeżych barw. Uczucia dodają kolorytu małżeństwu, są wielką i ważna jego siłą, ale o prawdziwej miłości decyduje siła woli, wytrwałość, decyzja, świat wartości właśnie takich jak miłość, wierność i uczciwość, czyli fundamentalnych słów przysięgi małżeńskiej.

Boży dar dialogu

Doświadczyliśmy, więcej, bardzo głęboko przeżyliśmy, że jeżeli się nawzajem wysłuchamy do końca, nie będziemy sobie przerywać, nie będziemy tylko czekać aż drugie z nas skończy mówić, bo samemu ma się coś bardzo ważnego do powiedzenia, jeżeli w konsekwencji tego wysłuchania, będziemy próbowali lepiej zrozumieć siebie nawzajem, a nie osądzać wszechobecnym „ty zawsze”, „ty nigdy”, „ty znowu”, „z tobą nie można się dogadać”, jeżeli przestaniemy dyskutować, kto ma rację, ale spróbujemy podzielić się ze współmałżonkiem  swoim przeżywaniem sytuacji i wydarzeń, jeżeli wreszcie będziemy potrafili sobie przebaczyć, to nasze relacje zaczną tracić kolce. Drugie z nas staje się na nowo interesującym człowiekiem, piękną i bliską osobą. Można dokonać „rewelacyjnego odkrycia”, że współmałżonek… to także człowiek.  Możemy się wtedy bardziej spotkać, a mniej rozmijać w naszych pragnieniach, a słowa o miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej zaczynają być bardziej realne. Bo miłość, wierność i uczciwość realizuje się w dialogu.

Dzieliliśmy się tymi doświadczeniami z innymi małżeństwami podczas warsztatowych rekolekcji Spotkania Małżeńskie. Okazało się, że im to także zaczęło pomagać. Na podstawie   doświadczeń własnych  i coraz większej liczby uczestników tych rekolekcji sformułowaliśmy zasady dialogu w małżeństwie. Oto zauważyliśmy, że aby naprawdę spotkać się w małżeństwie trzeba:

Bardziej słuchać, niż mówić,

Bardziej rozumieć, niż oceniać,

Bardziej dzielić się sobą, niż dyskutować,

A nade wszystko przebaczać

Niby to takie proste, takie oczywiste, a jakże nieraz trudne w codziennej rzeczywistości. Zasady te, niejako hasła, rozwijane w indywidualnym kontekście doświadczeń życiowych wielu tysięcy małżeństw spowodowały prawdziwie kopernikański przewrót w ich życiu.  Pomogły rozpoznać na nowo barwy miłości i sens życia małżeńskiego w chwilach pięknych, ale także tych trudnych, takich jak bezdzietność, obciążenia wyniesione z domów rodzinnych, uzależnienia. Wielu małżonkom pozwoliły powrócić do siebie po zdradzie.

Sakrament małżeństwa w  codziennej praktyce

Zasady dialogu wspierane doświadczeniami psychologii komunikacji  są drogą do budowania i odbudowywania więzi małżeńskiej pod warunkiem, że są niejako nasączone łaską. Dbanie o codzienne  życie  zgodne  z  zasadami  dialogu,    jest   możliwe  dzięki  otwarciu  się   na  łaskę

sakramentu małżeństwa. Bo wysłuchanie, wzajemne rozumienie się, zdawanie sobie sprawy z  szans i zagrożeń swoich cech osobowości wspiera miłość, wierność i uczciwość małżeńską, rozwija miłość, nadaje dynamiki relacjom w małżeństwie. Byłoby to jednak niemożliwe bez otwarcia się na tę moc sakramentu, który przyjęliśmy i dzięki któremu  przez całe życie można wracać do słuchania, rozumienia i przebaczenia. Nawracać się do dialogu.

Ile razy po spontanicznym wypowiedzeniu osądu, oskarżenia, przestajemy żywić i podsycać trudne uczucia jakie je wywołały, ile razy wysłuchamy siebie nawzajem i próbujemy rozumieć, ile razy dzielimy się sobą, a nie prowadzimy wyniszczających dyskusji, i czynimy to z świado-mością, że Pan Bóg nas w tym wspiera, tyle razy korzystamy z łaski sakramentu małżeństwa. Bo po ludzku byłoby to niemożliwe, bo po ludzku czasem mamy „wszystkiego dość”. Warto być wrażliwym na tę łaskę, bo w ten sposób  trwamy w tej miłości, której pragnie dla nas Jezus, odnawiamy ją, rozwijamy, odbudowujemy. On dodaje sił, szczególnie wtedy, gdy „mamy już dość”. Ale przede wszystkim wtedy, gdy nam dobrze ze sobą. Na tym polega umacnianie miłości małżeńskiej przez sakrament.

Nasz dialog werbalny współbrzmi z komunikacją niewerbalną. Jakże ważny w małżeństwie jest dotyk, gest, mimika twarzy, barwa głosu, jakże ważna jest więź seksualna, która jednoczy nas nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Jakże ważne jest nasze zwyczajne „razem”, także bez słów.

Chrystus nieustannie do takiego dialogu zachęca, inspiruje go i wspiera swoimi drogowskazami takimi jak Trwajcie w miłości mojej (J 15,9b), abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem (J 13,34), lub słowa objawione Jego uczniom: Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, ale tylko budująca (Ef 4,29), Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce (Ef 4,25) i wiele innych. Zasady dialogu pomagają żyć tymi drogowskazami na co dzień. Dlatego warto dbać o dialog. Sakrament małżeństwa realizuje się w codziennym dialogu, jako sposobie bycia w małżeństwie, dialogu jako stylu życia.

Warto inwestować w swoje małżeństwo

Uczenie się dialogu jest swego rodzaju inwestycją w swoje małżeństwo. Z  taką inwestycją nie warto czekać, aż pojawi się kryzys. Małżeństwa często zwlekają z szukaniem pomocy i wiele z nich zgłasza się do nas wtedy, kiedy uratowanie związku jest bardzo trudne. Dlatego zachęcamy małżeństwa, by rozpoznawały dar dialogu wtedy, gdy jest im dobrze razem ze sobą. Nigdy nie można powiedzieć, że nasz związek jest już na tyle doskonały, że nie można w nim nic umocnić, rozwinąć i nadać miłości większej dynamiki. Dlatego doświadczenie rozwijania dialogu jest potrzebne małżeństwom szczęśliwym. Ich codzienne decyzje, a także poważne wybory życiowe są wtedy coraz dojrzalsze, bardziej wspólne. Kluczem jest tu znajdywanie czasu dla siebie. Zazwyczaj staramy się mieć go jak najwięcej dla dzieci, ale czas dla siebie, odświeżanie własnych relacji w małżeństwie,  jest niezbędnym warunkiem do tego, by czas dla dzieci był naprawdę owocny. Dzieci wnoszą w swoje dorosłe życie nie tylko to, co rodzice im mówią, uczą i wdrażają, ale przede wszystkim to, w jaki sposób odnoszą się do siebie. W bardzo dużym stopniu od miłości rodziców do siebie, w ich małżeństwie, zależy dojrzałość osobowościowa i zdolność do miłości małżeńskiej ich dzieci.  Dlatego warto mieć czas dla siebie. Czas dla siebie tylko we dwoje. Zazwyczaj mamy go sporo dla naszych dzieci, skąpimy go sobie. Dlatego warto w swój grafik wpisać spacer we dwoje, czas na rozmowę nie o dzieciach, ani o zakupach, ale o sobie. Warto w swój grafik wpisać kurs tańca, ciastko w kawiarni, czy inną przyjemność, nie mówiąc już o zaplanowaniu intymnego wieczoru.  

Uczenie się dialogu jest potrzebne już na etapie przygotowania do małżeństwa. Jeżeli chłopak i dziewczyna – zakochana para – będą potrafili rozmawiać ze sobą, będą potrafili wysłuchać się, zrozumieć  siebie  nawzajem i dzielić się sobą, jeżeli  w  ich  życiu zasady dialogu umocnione zostaną  łaską  sakramentu  małżeństwa, to  ślubowana przez nich miłość, wierność i uczciwość małżeńska  zyska dodatkowe gwarancje. Bo sakrament małżeństwa realizuje się w dialogu.  A do tego, by dialog był owocny, potrzebna jest łaska sakramentu. 

Pan Bóg kocha tych, którym się życie skomplikowało…

Na naszej drodze spotkaliśmy wiele par, którym życie się skomplikowało, które na swojej drodze miłości doznali przeszkód, ich małżeństwa rozpadły się, zawarli nowe małżeństwa  cywilne, albo żyją w związkach nieformalnych. Na jakimś etapie życia poczuli jednak pełne miłości dotknięcie Pana Boga. Zasady dialogu pomogły im porozmawiać ze sobą o swojej sytuacji, pomogły im odnaleźć utraconą więź z Panem Bogiem i Kościołem.  

Dialog ze sobą okazał się drogą rozpoznania na nowo osobowej więzi z Panem Bogiem także dla wielu spośród tych, którzy wcześniej uważali ślub kościelny za niepotrzebną uroczystość poprzedzoną biurokratyczną procedurą, a nawet „pułapkę” zastawioną na nich przez Kościół. Żyli w związku nieformalnym w przekonaniu, że się kochają i żaden „papier” nie jest im potrzebny. Dzięki dialogowi rozpoznali, że Pan Bóg jest w ich sercach i że wspiera ich miłość.

Dialog pomaga zrealizować to, co św. Jan Paweł II wyraził w Nowym Sączu w 1999 r. słowami: Jakiekolwiek rodziłyby się trudności, nie można rezygnować z tej pierwotnej miłości, która zjednoczyła dwoje ludzi i której Pan Bóg nieustannie błogosławi. Małżeństwo jest drogą świętości nawet wtedy, gdy staje się drogą krzyżową. 

Małżeństwo  drogą do świętości

Te wszystkie nasze zabiegi i starania, nauka dialogu, korzystanie z wiedzy psychologicznej, wszystko to nie jest tylko po to, abyśmy się mniej męczyli przez tych kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wspólnego życia, jakie mamy przed sobą. Miłość, którą staramy się żyć w naszym małżeństwie, w naszej rodzinie, w całym środowisku, jest doświadczaniem  słów Pana Jezusa, że „królestwo Boże pośród nas jest” (por. Łk 17,21). Bo jest to Jego miłość, którą Jezus nam daje tu na ziemi przez swoją obecność pośród nas.  Jego obecność realizuje się w miłości, w naszym dialogu, w naszych relacjach. On nas umacnia przez sakrament małżeństwa, przez sakrament pojednania i pokuty, przez Eucharystię.  Jest to zapowiedź tego królestwa, do którego zmierzamy -  królestwa niebieskiego. Bo małżeństwo jest drogą do świętości. 

Do trwania w miłości Jezusa i do wypełnienia tego zadania potrzebna jest modlitwa. Ale i modlitwa powinna być dialogiem z Panem Bogiem: wrażliwym słuchaniem,  rozumiem, co Pan Bóg mówi, rozważaniem Jego wskazań,, a nie ocenianiem ich jako nierealne, bez sensu  i „nie dla mnie”. Ważne jest podzielenie się z Panem Bogiem swoim problemem, nazwanie go.  On nie rozwiąże go za nas, ale wskaże drogę. To może być wyjazd na rekolekcje, przeczytanie książki, rozmowa z zaufaną osobą, czasem podjęcie terapii. I znów potrzebne będzie wsłuchanie się i podjęcie decyzji. Warto prosić Pana Boga o własną otwartość na dar dialogu z samym sobą, z mężem-żoną, dziećmi, innymi ludźmi, a nade wszystko z Nim samym.

Wszystkim małżeństwom, wszystkim zakochanym, którzy poważnie myślą o swoim związku, a także wszystkim poszukującym, pragniemy dodać dużo wiary i nadziei, wytrwałości i determinacji  w coraz pełniejszym rozpoznawaniu w jaki sposób Jezus mówi do każdego z was: Trwajcie w miłości Mojej (J 15, 9b).Mojej” czyli Jego. Bo w innej miłości, niż miłość Chrystusa trwać nie warto. Ale w zwyklej i codziennej miłości warto zauważać promienie miłości Chrystusa i rozwijać ich działanie w sobie. 

   

Irena i Jerzy Grzybowscy

www.spotkaniamalzenskie.pl