NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO

Nasze małżeństwo, mimo tego że jest młode... zostało bardzo zaniedbane przez brak umiejętności rozmowy i słuchania... praktycznie było przegrane i już rozpoczęła sie droga sądowa. Ale jednak udało sie nam pojechać na ten weekend i mam nadzieję, że Pan Bóg zaczął w nas działać... Ufam i mam nadzieje że może być pięknie i prawdziwe szczęście przed nami.

Jadąc na te rekolekcje miałem przygotowaną listę problemów, nieporozumień, żalów do żony. Myślałem, że usiądziemy i ktoś nam powie: „To ty źle robisz, a to ona, i jak to wszystko wyprostujecie, to będziecie idealnie do siebie pasować”. Stało się coś innego, na co ja w ogóle nie byłem przygotowany. Nie mówiliśmy o problemach, ale o tym jak do siebie mówić, jak sobie wybaczać, jak rozmawiać. Ja nie wiedziałem, że owoce mogą być tak duże i znaczące. Powinniśmy się tu znaleźć dużo wcześniej, bo przepaść nas zaczynała dzielić ogromna. To nasz pierwszy krok i mam nadzieję, że już nas nic z tej drogi nie zawróci. Dowiedzieliśmy się, że inni też mają takie problemy. Odarło mnie to z przeświadczenia o wyjątkowości naszych problemów, bo widzę, że ludzie mają podobne i potrafią przebaczyć.

Przed tym weekendem myślałam bardzo poważnie o rozwodzie, bo w codziennym zabieganiu zapomnieliśmy o sobie. Myślałam już, że mąż w ogóle mnie nie kocha, a on po prostu nie umiał mi tego okazać tak jak ja bym tego oczekiwała. Na Spotkania Małżeńskie jechałam tylko po to by spróbować uratować nasz związek tylko z myślą o naszej córeczce. Teraz wiem że to był czas niezmiernie wielkiej łaski dla nas, czas który mogliśmy poświęcić tylko sobie. Nasze dziecko po tych rekolekcjach dostało zupełnie innych rodziców. Są zakochani w sobie po uszy i, jak mówi nasze dziecko, cały czas sie całują. Ale weekend to nie tylko czas dla nas, to również czas pojednania z Bogiem. Oddaliliśmy się od Niego i nie umieliśmy powrócić. Sakrament pojednania był dla nas czymś wielkim, co pozwoli w pełni przeżywać nam czas Świąt.

Uwierzyć w miłość

To kilka wypowiedzi osób, które zawierzyły miłości, pomimo konfliktów, jakie ich dzieliły. Podjęli próbę odbudowania swojego małżeństwa. Wycofane z sądów pozwy rozwodowe po uczestniczeniu w Spotkaniach Małżeńskich są najbardziej czytelnym znakiem, że porozumienie jest możliwe. Awantury, ucieczki z domu i pozamałżeńskie romanse są z jednej strony znakiem niedojrzałości emocjonalnej partnerów, z drugiej zaś przejawem nieumiejętności rozmawiania ze sobą, brakiem dialogu. Przytoczone powyżej relacje są pełne obwiniania współmałżonka za kryzys. Jednakże w kryzysie zawsze wina rozkłada się na obie strony. Współdziałanie małżonków w wyjściu z kryzysu może sprawić, że stanie się on impulsem do odbudowania miłości jeszcze większej i pełniejszej niż przedtem.

Jesteśmy różni, mamy odmienne osobowości. Jednakże w tej różnorodności możemy się nawzajem ubogacać. Odmienność temperamentów w pierwszym zbliżeniu utrudnia porozumienie, jednakże jeśli się zobaczy, że każda cecha osobowości niesie w sobie zarówno szanse, jak i zagrożenia, możemy odkryć, jak bardzo się nawzajem uzupełniamy. Poza tym proste sprawy z zakresu psychologii komunikacji, takie jak zamiana komunikatu „ty” na „ja” jest niezwykle twórcza w budowaniu i odbudowywaniu wzajemnych relacji. Ty zawsze, ty znowu, ty nigdy – są najczęstszym sposobem porozumiewania się w chwilach napięcia i stresu, a przecież mówią przede wszystkim o moim problemie, a nie współmałżonka. Przednią strażą poznania są emocje: często gwałtowne, pojawiające się szybko i niespodziewanie, ale szybko przechodzą i za chwile jest się „do rany przyłóż”.

Zainwestować w swoje małżeństwo

Po jednym weekendzie Spotkań Małżeńskich ktoś powiedział: Jak jest między nami spięcie, to ja wybucham, ale za chwilę już nic nie pamiętam. Mąż każde spięcie przeżywa dłużej. Potrzebowaliśmy tego czasu dla siebie tutaj, żeby się lepiej zrozumieć. Chodzi o to, by zrozumieć, że ten gwałtowny wybuch nie oznacza, że się już nie kocha, że jest się złym, podłym i nie do zniesienia. A jeżeli się przeżywa dłużej, to jest oczywiście zagrożenie, bo można jątrzyć i podsycać przykre wspomnienia i zadawnione urazy, ale można to wykorzystać ku dobremu, wyciągając wnioski z przebytego konfliktu. Najważniejsze, by na pojawiających się uczuciach nie budować postaw, nie jątrzyć emocji i nie zarzucać współmałżonkowi, że to on jątrzy, tylko przyjrzeć się samemu sobie i zobaczyć, w jaki sposób samemu nakręca się spiralę konfliktu. Ale żeby to zrozumieć, rozpoznać, trzeba nieraz zainwestować w swoje małżenstwo.

Z naszych doświadczeń blisko 30 lat prowadzenia Spotkań Małżeńskich wynika, że nigdy nie jest za późno, by spróbować od nowa, by nawiązać dialog, bardziej zrozumieć siebie nawzajem. Pod warunkiem, że obie strony chcą. Jeżeli chcą, a nie potrafią, i zwrócą się o pomoc, to tylko od ich otwartości na siebie nawzajem, wytrwałości i cierpliwości zależy, czy ich miłość nabierze nowych barw. Bardzo pomocne mogą w tym być doświadczenia psychologii komunikacji, zwłaszcza te, które mogą pomóc w pełniejszym zrozumieniu siebie nawzajem i akceptacji jako osób.

Niedawno na jednym z naszych porekolekcyjnych spotkań formacyjnych posypały się niezadowolenia i wzajemne pretensje, urazy w małżeństwach, które na spotkaniu były po raz pierwszy. Kaliber spraw był dość poważny, adrenalina wysoka. I wtedy jedna ze starszych par powiedziała wzruszające świadectwo. Brzmiało to mniej więcej tak: „Zazdrościmy wam, bo jesteście dopiero 3 czy 5 lat po ślubie i czasami macie ciche dni. My jesteśmy 17 lat po ślubie i były nie tylko ciche dni, ale ciche miesiące. Teraz po prostu wszystko ze sobą przegadujemy. Nauczyliśmy sie rozmawiać. Po weekendzie Spotkań Małżeńskich zainwestowaliśmy w siebie: przeszliśmy Szkołę dla Rodziców, spotkania z terapeutą, systematyczne spotkania formacyjne Spotkań Małżeńskich. Wszystko sprawiło, że wyszliśmy z głębokiego dołka i teraz mówimy wam: Jeśli my to wszystko przeżyliśmy i jesteśmy razem to znaczy, że można".

Przyjąć pomoc specjalistów

W sytuacjach zwykłych, choć przewlekłych konfliktów i kryzysów, codziennych nieporozumień dla wielu tysięcy małżeństw takim miejscem umocnienia łaską stały się rekolekcje Spotkań Małżeńskich. Wiele z tych małżeństw, które straciły nadzieję na porozumienie, odzyskały ją po tych rekolekcjach. Ale oczywiście nie zawsze są one wystarczające. Są sytuacje wyjątkowe, np. choroba psychiczna, która wyklucza porozumienie. Każda choroba nieuleczalna utrudnia je także. Tu jedna jesteśmy sobie dani i zadani w sposób szczególny. To wyjątkowe wezwanie do miłości jako postawy. Współmałżonek cierpiący jest szczególną osobą, złączoną węzłem sakramentalnym.

Ktoś powie: alkoholizm, przemoc fizyczna lub psychiczna – nie ma porozumienia., za późno.... Czasem konieczne jest niestety oddzielne zamieszkanie. Ale to jest także szczególne wyzwanie do miłości, troski, akceptacji osoby dotkniętej chorobą alkoholową. Są miejsca wsparcia: AA, Al-anon, czy grupy wsparcia DDA Uczestniczenie w spotkaniach wspiera miłość w sytuacjach szczególnych. Terapia może przynieść owoce. Ale potrzebne jest wsparcie współmałżonka. Potrzebne jest wzajemne umacnianie się na drodze wychodzenia z uzależnień, czy obciążęń. Na to nigdy nie może być za późno.

Każde małżeństwo ma szansę nie tylko na przetrwanie, ale na rozwinięcie miłości dojrzałej, pomimo tzw. niezgodności charakterów i odmienności upodobań. Nawyki, to co wyniesione z bolesnych nieraz doświadczeń domów rodzinnych, wszystko to może być uzdrowione i uleczone miłością, dialogiem, akceptacją, nierzadko warsztatami terapeutycznymi, które warto przejść, z których warto skorzystać. Warto zmienić podejście, że jeżeli się idzie na terapię, to znaczy, że jest się „psycholem”. Psychoterapia, ta, która zmierza w kierunku pogłębienia więzi, która sprzyja umacnianiu małżeństwa i rodziny, jest także darem Bożym.

Nie miejsce tu na szczegółową analizę wszystkich dróg wychodzenia z konfliktów i problemów. Chodzi o to, by uwierzyć, że wyjście z niego jest możliwe, i że potrzebna jest ogromna cierpliwość, wytrwałość i niejako drążenie, czym jest dialog w małżeństwie. Jeżeli będzie pojmowany jako próba „ugrania” czegoś w małżeństwie, jako próba manipulacji drugim dla osiągnięcia swoich celów, to rzeczywiście nie doprowadzi on do odbudowania małżeństwa. Jednakże, jeżeli będzie traktowany jako inne określenie miłości, jako otwarcie się na drugiego, zaakceptowanie i przyjęcie go, odkrywanie dobra, które w nim jest, zastąpienie dyskusji dzieleniem się sobą, to taki dialog przysłowiowe góry przenosi.

Zawierzyć Panu Bogu

Często brakuje sił, wytrwałości. Konieczne jest wtedy zawierzenie Bogu. To jest czas odnowy i pogłębienia wiary, zawierzenia Bogu, niejako „uwieszenie się na Nim”. A czasem chodzi o sprawy zupełnie banalne, zlew z brudnym naczyniem i niewyrzucone śmieci urastają do problemów wagi państwowej. Za tymi błahostkami rozwija się spirala emocji budujących mury, które coraz trudniej skruszyć. Niekiedy dochodzi do zdrady, ale i wtedy nie jest za późno.

Każda zdrada małżeńska jest uszkodzeniem daru miłości otrzymanego od Pana Boga. Jednakże Pan Bóg troszczy się o ten dar. Jego działanie jest bardzo konkretne. Powoduje, ze małżonkowie, a przynajmniej jedno z nich, zauważają, że coś jest między nimi „nie tak”. Daje moc wyjścia z kryzysu. Przez „przypadkowe” rozmowy, zauważone ogłoszenia, zwrócenie uwagi na książkę czy artykuł, Pan Bóg zachęca do zatrzymania się w codziennym kołowrotku, do uczestniczenia w rekolekcjach, do pójścia do poradni, do kapłana. Przez głos sumienia podpowiada, jak nie brnąć dalej w ślepy zaułek seksualnego znieczulacza z tym trzecim, czy tą trzecią. Jednakże pozostawia zawsze człowiekowi wolną wolę w korzystaniu z tych podpowiedzi. Jest sprawą człowieka, czy zauważy taki sygnał, czy będzie starał się go nie zauważyć.

- Mąż zdradził mnie już w pierwszym roku naszego małżeństwa - podzieliła się z nami Grażyna - Nie wiedziałam co się stało. Nagle się dowiedziałem, że ma inną. To była jego dziewczyna sprzed czasów naszej znajomości i naszego małżeństwa. Ale powiedział, że zerwał. Wrócił. Bardzo dużo czasu zabrało mi pozbycie się wstrętu i nienawiści. Chyba aż rok to trwało, ale teraz mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że kocham męża. Teraz jestem trochę inna, bardziej stanowcza i pewna siebie, nie tak nadskakująca jak kiedyś. Wybaczyłam mu, chociaż miałam żal, że nie próbował rozmawiać że, mną o tym, co mu nie pasowało w naszym małżeństwie. Nie chciał być ze mną. Po prostu odszedł, nie wyjaśniając do dzisiaj dlaczego. Chyba mnie wtedy nie kochał. Nie rozumiem tego nadal, ale staram się już o tym nie myśleć. Teraz Bóg zwrócił mi męża takiego, o jakim zawsze marzyłam i jakiego zawsze pragnęłam. Teraz rzeczywiście czuję się kochana i szczęśliwa.

Nie każda zdrada kończy się takim „happy endem”. Nie każde małżeństwo chce pracować nad sobą. Po zdradzie pozostanie blizna. Można z nią żyć, ale nie należy jej rozdrapywać wypominaniem. Raczej wspólnie wyciągnąć wnioski, by w przyszłości nie doszło znowu do poranienia. A to wymaga wspólnego otwarcia się na nowe sposoby pielęgnowania miłości.

Bywa tak, że małżonkowie chcą zmiany, ale już nie mają wiary w taka możliwość. Tę wiarę chciałbym obudzić, wesprzeć, umocnić. Nie warto jednak czekać na kryzys. Potrzebne jest pielęgnowanie małżeństwa, przyjmowanie miłości, którą Bóg nas obdarza. Na tej drodze spotykamy czasem ogłoszenia o rekolekcjach, sesjach, warsztatach, które mogą wesprzeć życie w duchu przykazania miłości Boga i bliźniego. Warto z nich skorzystać. Poznawanie siebie, uczenie się jak lepiej wysłuchać, zrozumieć, jak kształtować swoją osobowość może być cząstką miłości, jaką obdarza nas Bóg. Potrzeba zatrzymania się, wyciszenia. Łatwiej wtedy doświadczyć obecności Boga, który zawsze był – i nadal jest – tuż obok.

- Rozpaczliwie szukaliśmy kontaktu ze sobą, ale ciężko było trochę czasu wykroić, bo dwoje malutkich dzieci. Te rekolekcje dały nam siłę do życia i systematycznej pracy nad naszym małżeństwem. Dziękuje za te rekolekcje, bo dzięki nim będziemy mogli pracować nad tym, by nasze życie zmieniać na lepsze. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że nasze monologi zamieniły się w dialogi.

Nigdy nie jest za późno. Warto pojechać na Spotkania Małżeńskie.

Jerzy Grzybowski