Miłość realizuje się w dialogu

- Nauczyłem się, że nie wszystko, co jest dla mnie oczywiste, jest oczywiste dla żony.

- Stało się dla mnie ważne, by nie przerywać w czasie rozmowy, lecz dopytać, o co chodzi, starać się zrozumie.

- Zobaczyłam, że budowanie więzi małżeńskiej to proces. Jednym spotkaniem się tego nie załatwi. Teraz czas na życie.

- Zobaczyłam mojego męża od zupełnie innej strony, odkryłam jego cechy osobowości, uczucia, o które go nigdy nie podejrzewałabym, gdybyśmy byli na takim weekendzie 15 lat temu, nasze życie potoczyłoby się zupełnie inaczej

To są wypowiedzi po uczestniczeniu w Spotkaniach Małżeńskich, które mówią o odkryciu wartości dialogu lub upewnieniu się, że jest on jedyna dobrą drogą.

Warto bardziej słuchać niż mówić, rozumieć siebie nawzajem niż oceniać, dzielić się sobą, a nie dyskutować. W ten sposób poznajemy siebie w prawdzie, uczymy się akceptować siebie, budować zaufanie. A nade wszystko przebaczać.

Wysłuchać siebie – przyjąć, właśnie wtedy, kiedy sam jestem czymś innym zajęty, albo zmęczony, albo po prostu przedmiot sprawy mnie nie interesuje... Mnie nie musi interesować przedmiot, ale mnie interesuje człowiek, osoba: mąż, żona. Interesuje, bo go kocham i przyjmuję, że on jest inny niż ja, że ma prawo przezywać inaczej.

Są sytuacje, kiedy trzeba założyć, że się nic o drugim człowieku nie wie, chociaż żyje się z nim już 25 lat. Dlatego, że się mu przerywa, zdaje nam się, ze doskonale wiemy co oznacza każdy jego gest, zmarszczenie brwi. Dlatego, ze już w trakcie jak mówi to się mu przerywa, bo się zdaje, że się doskonale wie co czuje i przeżywa, co chce powiedzieć... i tu jest źródło kryzysów. Kończy się za niego zdanie....

Warto, by wszystko, cokolwiek postanawiamy i decydujemy dokonywało się poprzez dialog, najpierw z samym sobą, z mężem, żoną, a później z dziećmi, jeżeli sprawa ich dotyczy. To, czy w ogóle zawrzemy związek małżeński musi poprzedzić głębokie, wewnętrzne spotkanie ze sobą i z Bogiem, wewnętrzny dialog, w którym musze się wsłuchać w swoje uczucia, potrzeby, zrozumieć motywy zawarcia małżeństwa, zrozumieć ukochanego, czy ukochaną, jego – jej – motywy, uczucia, już na etapie narzeczeństwa mniej dyskutować, a bardziej dzielić się sobą. Uczyć się rozmawiać. To potem jest tak ważne w małżeństwie. Każda decyzja, każde postanowienie, każdy plan podejmowany w duchu dialogu. To szczególnie ważne kiedy różnimy się temperamentami, osobowością,. Kiedy jedno chce tak, a drugie inaczej. Stworzyć wtedy przestrzeń słuchania, przestrzeń swojego słuchania i rozumienia drugiego. Dzielenia się, a nie spierania. Już w zakresie urządzenia mieszkania, koloru zasłon na oknach i jakie lustro będzie wisiało w przedpokoju. Ten dialog, to wsłuchanie się w siebie jest tak ważne przy decydowaniu gdzie pojedziemy na urlop, zwłaszcza gdy jedno woli morze, a drugie – góry. A potem decyzja na pierwsze dziecko: pierwsze pytanie: kiedy. Potem pomóc sobie, wsłuchać się w siebie, rozumieć i dzielić się sobą, a nade wszystko przyjąć i zaakceptować trudności, które zdają się przerastać, rozczarowania, które wynikają z tego, ze spodziewaliśmy się, ze będzie zupełnie inaczej w naszym małżeństwie. Zobaczyć, że to „inaczej” wielokrotnie przekracza swoją wartością to, czego sami moglibyśmy się spodziewać, oczekiwać. Dojrzewać emocjonalnie – to umieć wsłuchać się w siebie, w drugiego człowieka, powierzyć siebie Bogu i zaufać, ze jest się w stanie pokonać wszystkie trudności.

To wszystko co powiedziałem działa, funkcjonuje, sprawdza się, jeżeli sięgam do absolutnych wartości pojęć takich jak miłość, wierność, uczciwość. Jeżeli ich nie relatywizuję, ale ustawicznie szukam w sobie jak je lepiej realizować, jak nimi żyć. To samo dotyczy słuchania, rozumienia, dzielenia się, przebaczania.

Dokonuje się często poprzez wypełnianie tych zupełnie ziemskich drogowskazów jeżeli korzysta się w tym z daru łaski. Łaska pozwala korzystać z nich i widzieć w nich Słowach przysięgi, czy zasadach dialogu,. Wartości nieskończone, do których zawsze można dążyć, rozpoznawać i odkrywać, A NIE RELATYWIZOWAĆ . Tak, ale , jak mi się coś nie powiedzie, to one nie będą mnie obowiązywać. Tak, ale...

Tu okazuje się jak ważny jest dla nas Pan Bóg. Rozpoznany jako osoba, przyjęty jak Ktoś ważny, jako Absolut, staje się punktem odniesienia naszych dialogów. Pozwala uniknąć relatywizacji wszystkich pojęć związanych z dialogiem. Pozwala uniknąć relatywizacji komunikacji interpersonalnej. Pomaga, inspiruje drążenie dialogu, pomaga szukać porozumienia do skutku. Takie jest nasze doświadczenie. Nasze doświadczenie mówi, że człowiek, gdy prowadzi dialog, zawsze ma pokusę zatrzymać się w dialogu. Powiedzieć tak, ale. Oparcie dialogu na Panu Bogu, na absolutnych pojęciach związanych także z komunikacją, pozwala nam nieustannie pogłębiać znaczenie pojęć, zachęca do wytrwałości w dialogu, zachęca do poszukiwania prawdy pod własnymi maskami. Pan Bóg, który nie odpuścił sobie człowieka (por. historia Narodu Wybranego) pomaga nam, byśmy siebie nawzajem sobie nie odpuścili.

Odwoływanie się, korzystanie, uświadamianie sobie Absolutu i możliwości dążenia do tych absolutnych wartości tych pojęć – poprzez dialog ze sobą i z drugim człowiekiem, a także z Bogiem , to wszystko oznacza korzystanie z łaski sakramentu małżeństwa, czyli z łaski, szczególnie na małżeństwo ukierunkowanej.

Trudno mówić o wolności nie odwołując się do słów św. Paweł: Do wolności wyswobodził was Chrystus. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału pisze w liście do Galatów. (por. Gal 5,1; 5,13)

To hołdowanie ciału to właśnie budowanie ocen na uczuciach, to zaspokajanie potrzeb psychicznych – namiastkami, to nie korzystanie z szans swojego temperamentu, ale zagrożeń, to komunikaty typy ty, zamiast ja. To mówienie, zamiast słuchania, to dyskutowanie zamiast dzielenia się sobą. To relatywizacja wartości. A ja tak bardzo chciałbym powiedzieć: tak, ale , że w gruncie rzeczy to ja się zgadzam z tymi zasadami, ale w danym momencie widzę to inaczej.
Kombinuję.
Sakrament ma mi pomóc nie kombinować.
Ja lubię porównywać małżeństwo do igrzysk, zawodów, wielkiej przygody życia, która – jak każda przygoda, igrzyska, czy zawody, musi mieć swoje reguły gry. Swoje fair play. I musi mieć stadion. A stadion musi mieć swoje bandy. Wtedy mogą rozgrywać się na nim najpiękniejsze igrzyska. I myślę, jeżeli miałbym na zakończenie coś powiedzieć od siebie, to w naszym długoletnim związku takie igrzyska się rozegrały. I niech to będzie także dla was zachętą i nadzieją, że można. (Jerzy Grzybowski)