Miłość to wierność wyborowi

- Myślałem, że o swoją dziewczynę muszę się starać tylko do ślubu. A potem to już „samo leci. – powiedział ktoś po jednym z niedawnych weekendów Spotkań Małżeńskich. Życie pokazało, że „samo” może się tylko „rozlecieć”. Rutyna w kontaktach, nieustanna wymiana wzajemnych oskarżeń, ciągłe pretensje o wszystko i niezadowolenie ze współżycia seksualnego spowodowały zawiśnięcie ich związku na przysłowiowym włosku.

Małżeństwo, aby przetrwało, powinno opierać się na zdrowych podstawach komunikacji, umiejętności dialogu, wzajemnej wrażliwości i akceptacji. Potrzebna jest do tego nie tylko wiedza z zakresu podstaw psychologii komunikacji, ale także zdolność do stosowania tej wiedzy w codziennym życiu. Potrzebna jest świadomość, że miłość to nie samo tylko zakochanie, fascynacja i pożądanie; to nie tylko zaspokajanie swoich potrzeb psychicznych, ale to postawa, decyzja i troska o potrzeby psychiczne współmałżonka. Zawierając małżeństwo, bierzemy odpowiedzialność za siebie nawzajem. Dlatego nawet jeżeli pojawią się sytuacje wyjątkowo trudne, to wierność wyborowi zobowiązuje. Zwolnić z tej odpowiedzialności może nas tylko stwierdzenie, że małżeństwo było nieważnie zawarte od początku.

Ktoś się obruszył na takie moje stwierdzenie i zarzucił mi, że obdzieram miłość z tego co w niej najpiękniejsze, a mianowicie ze spontaniczności uczuć, że chcę budować małżeństwo na wyrachowaniu. Bzdura! Jest wręcz odwrotnie: to właśnie troska o potrzeby psychiczne współmałżonka, troska o dialog w małżeństwie, znajomość swoich i cech osobowości i cech osobowości męża lub żony, nadaje miłości coraz to nowej dynamiki, zwiększa fascynację związkiem. Troska o drugiego wywołuje radosne reakcje, pełne miłości i one z kolei stają się zachętą do dalszego okazywania miłości. Spirala psychicznej przemocy przekształca się w dynamikę życia miłością.

Niezwykle ważne jest poznanie i akceptacja temperamentu swojego i temperamentu współmałżonka, naturalnych predyspozycji, które przynieśliśmy na świat w genach. Te predyspozycje są pierwotnie dobre, jednak w wyniku naszych słabości niosą za sobą zarówno szanse jak i zagrożenia rozwoju osobowości. To nam ułatwia dialog, to nam ułatwia zrozumienie, że drugi człowiek nie jest „winny”, tylko „inny”. Ta inność, czasem trudna, może jednak zachwycić i fascynować, jeżeli poszuka się dobra jakie jest w niej zakodowane. Tylko, .że my najczęściej tego dobra nie potrafimy rozpoznać, zdaje nam się, że go nie ma. I tu leży źródło małżeńskich dramatów.

W dialogu potrzebna jest dojrzałość emocjonalna, która polega na tym, by na pojawiających się uczuciach nie budować postaw i ocen, oskarżeń i wymówek, ale radzić sobie z uczuciami, które takie oceny wywołują. Nie tłumić tych uczuć, ale nie kierować się nimi w decyzjach. Nazwać, pomyśleć o jakich niespełnionych potrzebach psychicznych mówią. Dojrzałość emocjonalna oznacza zdolność do poznawania i akceptowania siebie, zdolność do uświadomienia sobie tego wszystkiego, czego się nie lubi i nie akceptuje w sobie samym. W takich sytuacjach często przerzuca się odpowiedzialność za swoje emocje na współmałżonka, na innych ludzi. Wkłada się maski, które zakłócają kontakt z najbliższymi. Oskarżenia pod adresem współmażłonka są częściej przejawem własnych problemów emocjonalnych niż problemów współmałżonka.
I rozpad związku jest na progu domu...

Ale nawet jeżeli wszystko się rwie, jeżeli zdaje się, że nic już nas nie łączy... warto uświadomić sobie, że jest ocena powstała na uczuciach zdeprymowania, przybicia, beznadziejności, na którym.... nie warto budować postaw. Nie utrwalać tych uczuć, gdyż jest mnóstwo spraw, które nadal łączą, do których można się odwołać i na nich odbudowywać miłość. Trzeba tylko poszukać, niejako dokopać się do nich. Wszyscy dobrze wiemy jak ma być i jak chcemy, by było. Tylko nam nie wychodzi. Dlatego potrzebne jest przebaczanie – zwyczajne i po prostu, bez wyniosłości i pychy. Potrzebne jest proszenie o przebaczenie.

Zobowiązania wynikające z małżeństwa przypominają mi bandy stadionu, na którym mogą rozgrywać się najpiękniejsze igrzyska. Czy takie igrzyska mogą się odbyć jeżeli nie zostaną określone granice stadionu i nie będą zachowane reguły gry? Decyzja na związek bez zobowiązań, czyli tzw. wolny związek, oznacza grę, w której „na dzień dobry” zakłada się chaos. Oznacza brak zaufania do siebie samego i do własnej zdolności kierowania się rozumnym wyborem. Oznacza z góry zaplanowana własną niezdolność do miłości. A jeżeli miłość się zakurzy, albo nawet podrze na wietrze zbyt silnych przeciwności, można ją zawsze odświeżyć, nadać barw i nowej dynamiki. Ma szanse stać się dojrzalszą. Kryzys jest także szansą na pogłębienie dojrzałości. To co piszę nie jest propagandą sukcesu minionej epoki, ale idzie za tym doświadczenie tysięcy małżeństw, które wciąż na nowo odkrywają na naszych weekendach Spotkań Małżeńskich, że miłość wierna i nierozerwalna jest możliwa. Tylko trzeba chcieć, zaufać, uwierzyć. (Jerzy Grzybowski)