POZNAJEMY SIĘ W DIALOGU

- Jesteśmy ze sobą półtora roku, zawsze było tak, że od czasu do czasu się kłóciliśmy. Zawsze wierzyliśmy, że się uda przezwyciężyć te kłopoty - aż do teraz. Zaręczyliśmy sie rok temu. Nagle zaczęły się napięcia i kłótnie między nami. Moja narzeczona pochodzi z rodziny, w której były zdrady małżeńskie. Prawdopodobnie dlatego wszystkie moje kontakty ze znajomymi wywołują jej strach, a w konsekwencji kłótnie... Byłem stopniowo odcinany od znajomych, coraz bardziej brakowało mi ich. Ostatnio chciałem się spotkać z inną koleżanką i pogadać o tym. Nie powiedziałem o tym Asi, ale ona wykryła to z mojej komórki. Zapytała, a ja wiedząc o tym, że boi się zdrad, skłamałem, że nigdzie nie pisałem sms-ów. Ona z tryumfem udowodniła mi to i powiedziała, że koniec z nami. Teraz widzę też, że zawsze brakowało mi jakby jej zaangażowania, brakowało mi ciepła... Może nie jesteśmy parą dla siebie..?. Ale zupełnie nie wiem jak mam to stwierdzić...
Piotr

Piotrze! Odpowiedzi na najważniejsze pytanie musicie udzielić sobie oczywiście sami. Potrzebne jest przede wszystkim spokojne przyjrzenie się Waszym uczuciom, szczególnie tym trudnym. Z Twojego listu odczytuje wyraźnie, ze Wam obojgu zależy na małżeństwie że widzicie w nim wielką wartość. Także - być może chwilowe - zerwanie przez Asię jest tego przejawem. Warto zrozumieć jej uczucie lęku. Pochodzi, jak piszesz, z domu, gdzie były zdrady. Na pewno mnóstwo kłamstw w związku z tym. Stad jej wrażliwość, nieufność. Warto okazać Asi, że ją rozumiesz. Powinna poczuć się zrozumiana, bo jej lęk wynika ze zranienia jakie wyniosła z domu. Twoja szczerość, prawdomówność i prostolinijność w postępowaniu może to zaleczyć. Ale nic tak nie niszczy zaufania, jak kłamstwa, czy półprawdy mówione nawet w najlepszej wierze.

W okresie chodzenia ze sobą ważne jest przyglądanie się sobie, co jedno drugiemu niesie poza różami, lodami i innymi przyjemnościami w różnych sytuacjach. Dobrze, jeżeli uczucia fascynacji, zakochania i oczarowania sobą nawzajem trwają, ale warto, by im towarzyszyła postawa, wzajemna troska o siebie, zainteresowanie nawzajem sobą – jako osobami, swoimi reakcjami w różnych sytuacjach, gotowością do pomocy, hierarchią ważności różnych spraw i hierarchią wartości w życiu, a także swoimi przyzwyczajeniami i nawykami wyniesionymi z domów rodzinnych, akademika, internatu, albo domu dziecka. We wspólnym życiu przekłada się to potem na sposób wypełniania obowiązków, troskę o byt materialny, o dzieci. Wpływa na całość miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej.

- My rozmawiamy ze sobą o wszystkim – słyszę czasem. Świetnie! Warto jednak zwracać uwagę na to, jak się rozmawia. Czy naprawdę wsłuchuję się, w to co mówi mój chłopak, czy dziewczyna, czy nie ma między nami tematów tabu? Czy potraficie dzielić się sobą, ujawniać siebie w zaufaniu, przyjmować i akceptować to, czym dzielicie się? W każdej rozmowie warto pamiętać, żeby bardziej słuchać niż mówić, starać się rozumieć, a nie tylko oceniać, bardziej dzielić się sobą, niż dyskutować, a przede wszystkim przebaczać sobie. To są podstawowe zasady dialogu. Taki dialog jest drogą pełniejszego poznawania siebie samego i siebie nawzajem; ułatwia podejmowanie racjonalnych decyzji, wyborów, daje możliwość rozwiązywania trudnych problemów. Może pomóc w podjęciu decyzji – „tak” lub „nie” – o ewentualnym przyszłym małżeństwie; może być drogą weryfikacji podjętej wcześniej decyzji na małżeństwo, odłożenia jej lub nawet rozstania się.

Przed małżeństwem nie da się omówić wszystkich spraw, z którymi przyjdzie spotkać się w życiu. Zresztą życie przynosi tyle zaskakujących niespodzianek, nieoczekiwanych sytuacji, że nie sposób ich przewidzieć. Najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy potraficie ze sobą rozmawiać, czy potraficie prowadzić dialog w prawdzie, otwartości, szczerości i zaufaniu. Czy nie boicie się ujawnić czegoś przed sobą, czy potraficie z miłością przyjąć to, co chłopak, czy dziewczyna mówi o sobie.

Jerzy Grzybowski